O autorze
Joanna Erbel - kandydatka na prezydentkę Warszawy z ramienia Partii Zieloni, aktywistka miejska. Socjolożka miasta, fotografka, publicystka. Współzałożycielka Stowarzyszenia Duopolis oraz Magazynu Miasta. Członkini Krytyki Politycznej oraz Kongresu Ruchów Miejskich. Kuratorka cyklu Nowe Sytuacje w ramach Malta Festival 2011. Organizatorka szeregu debat i spotkań na temat polityki miejskiej. Pracuje w barze Prasowym jako koordynatorka ds. wydarzeń kulturalnych i współpracy z lokalną wspólnotą. Członkini organizacji Rolnictwo Wspierane przez Społeczność. W mieście można ją spotkać zawsze z rowerem.

Warszawa potrzebuje świeżego powietrza

Lepsza komunikacja publiczna, tańsze bilety publiczne to nie tylko ułatwienia transportowe, ale również lepsze powietrze. W Warszawie, jak w wielu innych miastach, oddychamy bardzo złym powietrzem. Jednak to, co wyróżnia stolicę, to pochodzenie zanieczyszczeń. W Warszawie 70% pyłów pochodzi z ruchu kołowego.

Po Warszawie jeździ ponad 1,2 miliona pojazdów, w tym ponad 900 tysięcy samochodów osobowych. Na każdy tysiąc mieszkańców przypadają 543 samochody osobowe, czyli więcej niż wynosi unijna średnia (484 samochody na 1000 mieszkańców), i dużo więcej niż ten sam współczynnik dla Berlina (300 samochodów na 1000 mieszkańców).



W Polsce auto to nadal symbol prestiżu, wolności i pozycji społecznej. Warszawiacy i warszawianki nawet jeśli nie kochają swoich samochodów, nie wyobrażają sobie życia bez nich. Jednocześnie jednak – o czym wciąż wie zbyt mało osób – każdy samochód jest dymiącym źródłem potencjalnie śmiercionośnych trucizn, które wchłaniamy z każdym oddechem.

Warszawa ma problem z powietrzem. Jednak w odróżnieniu od Krakowa nasze miasto (poza niektórymi dzielnicami, takimi jak Praga Północ) nie ma większego problemu z zanieczyszczeniami pochodzącymi z pieców centralnego ogrzewania. Mimo to dane Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska (WIOŚ) pokazują, że dopuszczalne normy zanieczyszczenia powietrza niebezpiecznym dla dróg oddechowych pyłem zawieszonym, rakotwórczym benzopirenem, toksycznym dwutlenkiem azotu i innymi substancjami są tu znacznie przekroczone. Co gorsza, dane z ostatnich kilku lat wskazują, że sytuacja systematycznie się pogarsza.

W Warszawie za 70% zawieszonych pyłów odpowiada transport kołowy. To dobra i zła wiadomość. Zła, bowiem oddychamy szkodliwym dla nas powietrzem. Dobra, bowiem łatwiej i taniej jest poprawić jakość transportu w mieście niż wyposażyć całe miasto w bardziej ekologiczne systemy grzewcze.

Za drogie bilety? „Stać mnie”

Rok temu, kiedy jako komitet „Stop podwyżkom cen biletów ZTM” walczyliśmy o powrót do cen sprzed ostatnich podwyżek, nieraz słyszałam, że bilety nie są wcale drogie, a nawet są za tanie. Pogardliwym spojrzeniom niebieskich kołnierzyków mijających nas na Pl. Bankowym podczas zbiórki podpisów towarzyszyło rzucone niedbale „stać mnie”. Jednak w dyskusji o cenach biletów chodzi o coś więcej, niż tylko o same ceny biletów – na szali jest tu także jakość powietrza i związane z nią sprawy zdrowia. I mimo, że jakość powietrza jest czymś bardzo nieuchwytnym, bo czuć ją, ale jej nie widać, to jest to problem, który dotyka wszystkich, niezależnie od zasobności portfela.

W Warszawie, w przeciwieństwie do takich miast jak Paryż, nie mamy wskaźników zanieczyszczenia powietrza. Mało kto zagląda przed wyjściem z domu na strony informujące o poziomie zanieczyszczeń, takie jak strona Zielonego Mazowsza (www.zm.org.pl). Rzadko kiedy wspomina się w Warszawie, że jakość powietrza jest problemem.

To, że kogoś stać na coraz droższe bilety, oraz że kilkaset złotych miesięcznie – bo tyle kosztuje utrzymanie samochodu w mieście – nie jest obciążeniem dla jego budżetu, nie znaczy, że może czuć się całkiem bezpiecznie. Wyższa pensja i stabilność finansowa nie sprawiają, że nas i nasze dzieci chronią przed pyłem i spalinami magiczne maseczki.

Strefy Tempo 30, lepszy transport publiczny, więcej dróg dla rowerów

Nie możemy przestać oddychać. Warto więc szukać sposobów na poprawienie jakości tego, czym oddychamy. Wbrew przekonaniu przeciwniczek i przeciwników uspokajania ruchu w mieście, to nie ograniczenia prędkości, ale ich brak pogarsza jakość powietrza. Strefowe ograniczenie prędkości do 30 km/h wpływa na płynność ruchu – samochody mniej hamują i mniej ruszają. Zmniejszają się też korki na ulicach. Zwolennicy i zwolenniczki stref Tempo 30 wskazują również, że przy tej prędkości maleje też zużycie paliwa.

Chcąc dbać o lepsze powietrze, władze miasta powinny podejmować wszystkie skuteczne działania, które prowadzą do poprawy jego jakości. Jednym ze środków do tego celu jest zapewnienie cenowo dostępnego transportu publicznego. Podwyżki cen biletów albo rozwiązania takie jak Karta Warszawiaka, która daje sygnał osobom z aglomeracji warszawskiej, że transport publiczny nie jest dla nich, sprawiają, że mamy coraz więcej osób w samochodach. Nie tędy droga. Warszawa musi promować komunikację zbiorową i tworzyć sieć bezpiecznych połączeń rowerowych, z których będą mogli korzystać wszyscy, niezależnie od poziomu sprawności fizycznej.

Aby docelowo zmniejszyć zanieczyszczenie pyłami, Warszawa powinna również wprowadzić podział miasta na zielone strefy. Prawo wjazdu do zielonych stref miałyby samochody oznaczone specjalną czerwoną, żółtą lub zieloną plakietką z wpisanym numerem rejestracyjnym pojazdu. Rodzaj przyznawanej plakietki zależałby od normy emisji spalin spełnianej przez dany pojazd. Plakietki byłyby wydawane odpłatnie, ale mieszkańcy płaciliby za nie obniżoną cenę.

Planowanie przestrzenne i zieleń dla lepszego klimatu

Zdrowe miasto to miasto, w którym cyrkulacja powietrza odbywa się bez przeszkód. Kluczem do dobrego napowietrzenia terenów miejskich jest zapewnienie takich struktur urbanistycznych, przez które powietrze może swobodnie przepływać. W swoim programie podkreślam, że miasto powinno uwzględnić w planowaniu przestrzennym kliny napowietrzające, tak aby nie budowano na ich obszarze. Troska o nie będzie istotnym elementem polityki zdrowotnej.

W mieście i w pobliżu ruchliwych dróg powietrze jest przesycone pyłem, kurzem i spalinami. Zanieczyszczenia te można redukować przez odpowiednie nasadzenia. Funkcje przyrodnicze zieleni odgrywają podstawową rolę w kształtowaniu jakości i stanu środowiska miejskiego. Miasto we współpracy z naukowcami powinno opracować katalog roślin, których nasadzenie przyniesie największą korzyść dla oczyszczania powietrza. Partnerem w tych działaniach mogłaby być lokalna uczelnia, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, która zajmuje się fitoremediacją – zjawiskiem oczyszczania skażonego środowiska przez rośliny.

Gdyby udało się wprowadzić w życie wszystkie wymienione wyżej działania, powietrze w Warszawie przestałoby być źródłem trujących i rakotwórczych substancji, przed którymi nie ma ucieczki. Spadła by liczba przypadków astmy, alergii i infekcji dróg oddechowych, zwłaszcza u dzieci, oraz zapadalność na raka płuc i przewlekłą chorobę obturacyjną wśród dorosłych. Wszyscy moglibyśmy odetchnąć z ulgą.

Trwa ładowanie komentarzy...