O autorze
Joanna Erbel - kandydatka na prezydentkę Warszawy z ramienia Partii Zieloni, aktywistka miejska. Socjolożka miasta, fotografka, publicystka. Współzałożycielka Stowarzyszenia Duopolis oraz Magazynu Miasta. Członkini Krytyki Politycznej oraz Kongresu Ruchów Miejskich. Kuratorka cyklu Nowe Sytuacje w ramach Malta Festival 2011. Organizatorka szeregu debat i spotkań na temat polityki miejskiej. Pracuje w barze Prasowym jako koordynatorka ds. wydarzeń kulturalnych i współpracy z lokalną wspólnotą. Członkini organizacji Rolnictwo Wspierane przez Społeczność. W mieście można ją spotkać zawsze z rowerem.

„Odkleić” się od samochodu? Ale jak to? Przecież mam psa!

Wrzesień 2014 powinien zostać zapamiętany jako miesiąc, w którym do argumentów na rzecz korzystania z samochodu w mieście dołączył kolejny: posiadania psa. Warszawski ratusz zamiast chronić zieleń buduje parking na Polu Mokotowskim, abyśmy mogli wygodnie wyprowadzić psa na spacer. To wszystko dzieje się w tym samym czasie, co ogłoszenie konkursu na miejskiego ogrodnika i tuż po tym, jak skończył się Europejski Tydzień Zrównoważonego Transportu.

Wczoraj stołeczny ratusz ogłosił konkurs na Pełnomocnika Prezydent m.st. Warszawy ds. zieleni. Kandydaci i kandydatki na stanowisko miejskiego ogrodnika będą musieli przedstawić koncepcję zarządzania zielenią miejską, a także opracować standardy utrzymania parków, skwerów i zieleni przyulicznej. Ilu i ile będzie chętnych, żeby podjąć to wyzwanie jeszcze nie wiadomo – wiadomo jednak, że osoba na tym stanowisku nie będzie miała lekko. Jak pisałam ostatnio, ratusz nie chroni terenów zielonych w mieście.


Parki jak salony i las donic

Warszawa jest miastem, gdzie urzędy mają zieleń za nic. Dotyczy to zarówno starego drzewostanu w takich parkach jak Ogród Krasińskich, terenów zielonych położonych wzdłuż ciągów komunikacyjnych, jak i lokalnych przestrzeni rekreacyjnych, jak w przypadku słynnego już parku przy Kawęczyńskiej, któremu zagraża budowa Trasy Świętokrzyskiej (więcej o lokalnym Stowarzyszeniu Michałów, które stara się go uratować tutaj). Władze Warszawy zdają się być całkiem zadowolone z obecnego wyglądu pl. Powstańców Warszawy, gdzie zamiast drzew mamy zieleń w ogromnych, kolorowych donicach. Da się również wyczuć satysfakcję ratusza z powodu obecności drzew w donicach na nowej Świętokrzyskiej. Tę swoistą "donicomanię" doskonale oddaje satyryczny obrazek ze strony Hozmówki z Hanną, gdzie Hanna Gronkiewicz-Waltz wybiera się do Castoramy, żeby docelowo obdarzyć Warszawę lasem donic.


Do największych wrogów zieleni w mieście należą: brak planów miejscowych, przekonanie, że zieleń zadbana to zieleń sterylna oraz miejscy drogowcy. Ci ostatni - bo to oni decydują jak wyglądają nasze ulice. Powinien to jednak robić naczelnik do spraw estetyki przestrzeni publicznej, czy miejski architekt (w moim programie wyborczym proponuję jego przywrócenie). Winą drogowców jest również to, że zieleń w mieście musi konkurować z samochodami, bo, pomimo deklaracji Hanny Gronkiewicz-Waltz dotyczących transportu w mieście, nic nie wskazuje, żeby ratusz chciał „odkleić” ludzi od samochodów.

Z psem na spacer – tylko samochodem!
Jak bardzo władze miasta nie wierzą we własny postulat „odklejania” warszawianek i warszawiaków od samochodów, pokazuje nowy projekt wybiegu dla psów na Polach Mokotowskich. O ile sam pomysł wybiegu popieram, to tego, że ma on jednocześnie służyć promocji przemieszczania się samochodem po mieście, już nie. Atrakcjom dla psów ma bowiem towarzyszyć parking na sto miejsc. Jest on niezbędny, bo, jak czytamy na łamach weekendowej gazety Stołecznej, miejscy urzędnicy i urzędniczki nie wyobrażają sobie, że ludzie mogliby podróżować z psami komunikacją publiczną. W związku z tym, nowy wybieg dla psów wygeneruje jeszcze więcej samochodów na ulicach.

Tworzenie jednego parku dla psów, gdzie koniecznie trzeba dojechać samochodem jest wyrazem podobnej logiki, jak ta, według której tworzenie innych atrakcji z dziedziny rekreacji, które mają przyciągać tłumy. Zamiast zadbać o to, żeby w całej Warszawie było na tyle dużo terenów zielonych, aby można było spokojnie wyprowadzic psa w swojej okolicy albo zachęcać właścicieli czworonogów do podróży komunikacją publiczną – zniechęca się ludzi do porzucenia samochodu.

Przykład dotyczący psów nie jest z resztą jedyny. Podczas spotkania ERBEL ROZMAWIA na Białołęce jeden z mieszkańców skarżył się, że z powodu braku infrastruktury w swojej okolicy zmuszony jest jeździć z dziećmi do parku na Żoliborz – wybiera samochod, bo brak jest dogodnych połączeń oferowanych przez komunikację miejską. Jednak, aby polepszyć standard życia tego człowieka, miasto powinno znaleźć środki na lokalny plac zabaw, a nie na powiększanie parkingu pod parkiem na Żoliborzu.

W moim programie wyborczym dużo uwagi poświęcam lokalności, bo to według mnie jedyny sposób, by chronić zieleń w Warszawie i zachęcać ludzi do podróży pieszych. Tak długo, jak przestrzenie rekreacji nie będą traktowane jako miejsca, które powinny być blisko naszego miejsca zamieszkania, tak długo nie możemy liczyć na to, by warszawiacy i warszawianki na stałe zrezygnowali z samochodów.

Każde miejsce, które ma być przeznaczone na parking dla samochodów mogłoby być zamiast tego przeznaczone na zieleń. Zarówno miejsce w okolicy parku, jak i w centrum miasta. Jednak w Warszawiew wciąż, jeśli mamy do wyboru ułatwienie życia kierowcom kosztem zieleni i innych użytkowników ruchu – wybieramy to pierwsze. Trzymam kciuki za przyszłego Pełnomocnika lub Pełnomocniczkę ds. zieleni. Jeśli nic się nie zmieni – nie będzie mu/jej łatwo.


Trwa ładowanie komentarzy...