Dobre planowanie i biuro ds. mobilności w mieście zamiast dyktatu drogowców

W Warszawie zbyt rzadko patrzy się na to, w jaki sposób poruszamy się po mieście. Rozmawiamy, o metrze, o tym jakie mamy tramwaje, albo o przekroju danej drogi. Prowadzi to do absurdów, takich jak to, że nikt nie zadbał, żeby Służewski Dom Kultury połączyć z terenami po drugiej stronie ulicy Puławskiej. Brakuje myślenia całościowego.

Niedawno Warszawa wzbogaciła się o nowy dom kultury. 5. września otwarto Służewski Dom Kultury. Była to inwestycja wyczekiwana od lat. Warto było czekać, bo to najnowocześniejszy i najlepiej zaprojektowany dom kultury w mieście, oferujący szerokie spektrum zajęć.

Powstanie SDKu to efekt długoletnich starań i pracy wielu osób skupionych wokół stowarzyszenia, które powstało jeszcze w 1991 roku. Minęło sporo czasu, by siedziba Domu Kultury zamiast mieścić się w barakach pozostawionych po budowniczych metra mogła znaleźć się w budynku godnym mieszkanek i mieszkańców Służewa.

Puławska odgradza od kultury

Służewski Dom Kultury to miejsce, które ma potencjał, żeby być lokalnym centrum aktywności, otwartym na potrzeby mieszkanek i mieszkańców. Jednak nie dla wszystkich będzie on dostępny w równym stopniu. Mieszkanki i mieszkańcy zachodniej części Służewa, żeby dostać się do SDK-u muszą pokonać wielopasmową ulicę. Jeśli ktoś będzie chciał się tam dostać pieszo bądź rowerem z obszarów za ulicą Puławską napotka na swojej drodze niemałe utrudnienia. Po drodze będzie bowiem musiał przedostać się przez jedną z najszerszych i najruchliwszych warszawskich ulic. By to zrobić, trzeba albo jechać rowerem po ulicy Puławskiej (która w okolicy Służewa jest w zasadzie trasą szybkiego ruchu) albo nadkładać drogi.

Skrócenie drogi jest możliwe. Apeluje o to inicjatywa Rowerem na Służewiec sugerując lokalnym władzom, aby dostosowały do ruchu pieszego i rowerowego ścieżkę biegnącą wzdłuż Potoku Służewieckiego pod ulicą Puławską. Chodzi o to, żeby wylać ją asfaltem, a nie układać bruk - co skutecznie uniemożliwi tam jazdę rowerem i utrudni chodzenie.

Sprawa wciąż nie jest jeszcze przesądzona. Póki inwestycja nie zostanie skończona, wciąż możemy liczyć na to, że ścieżka rowerowa lub ciąg rowerowo-pieszy powstaną.Byłoby to jak najbardziej wskazane, choćby ze względu na bliskość wspomnianego Służewskiego Domu Kultury, który w obecnej sytuacji jest w pewnym sensie odcięty od znacznej części mieszkanek i mieszkańców, dla których powstał.


Jest to szczególnie istotne, ponieważ dużą grupą bywalców i bywalczyń tej instytucji są ludzie, którzy dostają się tam właśnie na rowerze - tak było np. w dniu otwarcia - lub zaglądają tam przy okazji spaceru. Zrozumiale jest też, że rodzice boją się puszczać swoje dzieci na rowerowe przejażdżki bez opieki, jeśli ich pociechy musza oddalać się od domu i korzystać z ruchliwego przejścia przy al. Lotników zamiast przemieszczać się po terenie rekreacyjnym gdzie nie istniałoby ryzyko potrącenia przez samochód.

Dodatkowym argumentem na rzecz budowy pełnowartościowej, asfaltowej ścieżki rowerowej jest to, że stałaby się ona bardzo dogodnym połączeniem pomiędzy jedną z najludniejszych dzielnic Warszawy - Ursynowem a Służewcem Przemysłowym, który wbrew nazwie nie ma już wiele wspólnego z przemysłem, jest za to największą dzielnicą biurową w stolicy (gdzie codziennie dojeżdża do pracy wiele osób z Ursynowa). Mieszkańcy i mieszkanki Ursynowa bardzo chętnie przemieszczają się na rowerach, korzystając z dość rozbudowanej sieci ścieżek rowerowych w swojej dzielnicy.

Warto byłoby, gdyby oprócz oddanego nie tak dawno do użytku połączenia drogowego pomiędzy Ursynowem a Mokotowem (na przedłużeniu Alei KEN) powstało kolejne, zachęcające do korzystania z roweru przy okazji podroży do zachodnich dzielnic Warszawy. Okoliczni mieszkańcy mogliby cieszyć się znacznym udogodnieniem w drodze do pracy, czy przy okazji wypoczynku, a miasto dałoby jasny sygnał, że na poważnie i z wizją podchodzi do kwestii transportu w mieście.

Potrzeba nam biura ds. mobilności

W Warszawie bardzo brakuje kompleksowego podejścia do przemieszczania się po mieście. Patrzy się na przepustowość ulic liczoną liczbą samochodów, a nie liczbą osób (biorąc pod uwagę średnie zapełnienie autobusu, auta, tramwaju). Pasażerowie i pasażerki transportu publicznego w tej wizji nie istnieją, tak samo jak osoby przemieszczające się rowerem. Ten sposób myślenia doczekał się wyśmiania go na profilu Św. Przepustowość. Tramwaje Warszawskie dbają o jak najkrótsze czasy przejazdu tramwaju nie pamiętając o tym, że nie może się to odbywać kosztem komfortu pieszych, którzy nieraz muszą nadkładać drogi, żeby dojść na przystanek. Inwestycje drogowe są planowane tak, że zwykle komfort pieszych, rowerzystek i rowerzystów jest na ostatnim miejscu.

Te sytuacje nie tylko pokazują absurd planistyczny (dom kultury, do którego wygodnie dojść tylko z jednej strony osiedla), ale będą się ponawiać dopóki nie zaczniemy patrzeć na miasto jako przestrzeń do życia. Musimy zacząć myśleć o transporcie kompleksowo – nie jako o konkurujących ze sobą biurach, z którymi nieraz zmaga się Pełnomocnik ds. rowerów, ale jednym biurze odpowiedzialnym za mobilność. Wtedy nie będzie wątpliwości, że zasadne jest zapewnienie bezpiecznego dojścia do takich miejsc jak mokotowski SKD czy w innych sytuacjach, podczas gdy obecnie komfort pieszych jest na ostatnim miejscu.
Trwa ładowanie komentarzy...