Czy Hanna Gronkiewicz-Waltz odda urząd po wizycie Barbera?

Hozmówki z Hanną: Jestem na wszystkich photestach. I am evehywhehe.
Hozmówki z Hanną: Jestem na wszystkich photestach. I am evehywhehe. http://bit.ly/Hozmówki_Hadiowo
Benjamin Barber widzi prezydentów i prezydentki miast jako liderów świata. To oni są najbliżej ludzi, najlepiej znają problemy lokalnych społeczności. To przy nich rozwija się miejska demokracja. Barber chwali liderów i liderki miast, ale nie takich jak Hanna Gronkiewicz-Waltz. Czy Hanna Gronkiewicz-Waltz zaprosiła Barbera do Warszawy po to, żeby mieć powód, żeby podać się do dymisji?

Dzisiaj w Warszawie będziemy gościć znanego amerykańskiego teoretyka nauk politycznych, profesora Benjamina Barbera. Jego najnowsza książka pt. "Gdyby burmistrzowie rządzili światem" traktuje o przywódcach miast – prezydentach i prezydentkach – oraz roli ich przywództwa w szybko zmieniającym się, zglobalizowanym świecie. Barber zauważa, że ludzie na całym świecie coraz częściej są obywatelami i obywatelkami miast, które bez względu na położenie geograficzne, przynależność narodową czy wyznawane przekonania stoją przed bardzo podobnymi wyzwaniami, ale też szansami. W "globalnej wiosce" wszyscy jesteśmy od siebie zależni o wiele bardziej, niż zdajemy sobie z tego sprawę na co dzień. To oczywiście w 2014 r. brzmi jak zużyty banał. Jednak Benjamin Barber idzie dalej i wyciąga z tego faktu pouczający wniosek: skoro wszysycy jesteśmy niejako na siebie "skazani", powinniśmy się od siebie uczyć i zacieśniać współpracę i to na poziomie miast właśnie! To miasta bowiem już są – i będą w jeszcze większym stopniu – naszą najbardziej podstawową przestrzenią współdziałania. To w mieście, według Barbera, odnajdujemy w sobie obywateli i obywatelki.

Miasta mają być lepsze, bo mają w większym stopniu dawać przestrzeń demokracji. Czy można zlikwidować państwa na rzecz przywództwa miast? Wątpię. Czy Barber sam w to wierzy – można mieć co do tego pewne wątpliwości. W końcu jego polskie tłumaczenie książki dedykowane jest prezydentowi Gdańska, Pawłowi Adamowiczowi oraz prezydentowi Wrocławia, Rafałowi Dutkiewiczowi. Na liście podziękowań znajdziemy również mera Moskwy, Jurija Łużkowa. Nie są to nazwiska kojarzone z miejską demokracją, a wręcz przeciwnie. Tym, co zapewne urzekło Barbera w przypadku Dutkiewicza i Adamowicza, jest twarda ręka i pozorna niezależność od władz państwowych.

Weźmy jednak te dedykacje w nawias i na chwilę uwierzmy Barberowi, że jest obrońcą demokracji. Potraktujmy jego wizytę jako okazję do tego, żeby porozmawiać o tym, jak wygląda współudział mieszkanek i mieszkańców miasta w rządzeniu Warszawą. Jak ma się obecnie miejska demokracja. Warto to zrobić, bo Barber jest oficjalnym gościem ratusza – takie zaproszenie zobowiązuje.

Miejska demokracja, której wagę podkreśla Barber, w Warszawie wciąż kuleje. Co chwila w stolicy odbywa się jakiś protest, który jest efektem ignorancji władz. Dziś rano byłam na proteście Stowarzyszenia Czyste Radiowo – mieszkańcy i mieszkanki Bielan protestują tam przeciwko śmierdzącej i wciąż rosnącej górze śmieci. Skarżą się też na to, że Hanna Gronkiewicz-Waltz ani razu ich nie odwiedziła. Odmawia gospodarskiej wizyty na śmieciowisku. Dlatego na każdym proteście reprezentuje ją papierowa kukła.

Chaos śmieciowy i nierozwiązany konflikt wokół Radiowa to niejedyne zaniedbania obecnych władz miasta. Jeśli przyjrzymy się ośmiu latom rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz, bardzo trudno jest się doszukać zaangażowania, wizji czy gospodarności które tak energicznie pochwala Benjamin Barber. Gospodarskiego podejścia, wizji i polityki na miarę zmieniającego się świata. Te pojęcia są obecne tak naprawdę jedynie w retoryce Pani Prezydent (szczególnie w czasie kampanii wyborczej). Warszawa to oczywiście nie jest miasto o skali czy budżecie Nowego Jorku, Londynu, na które najczęściej powołuje się profesor. Mimo to wiele procesów i rozwiązań zachodzących we wspomnianych (i wielu innych, o różnej wielkości) miastach jest zbyt wartościowych, byśmy mogli pozwolić sobie na ich ignorowanie.


Ostatnio Hanna Gronkiewicz-Waltz była na szczycie klimatycznym w Nowym Jorku, żeby pokazać, że leży jej na sercu dobro klimatu. O tym, że to gest wyłącznie PR-owy, można przekonac się, patrząc jak już na miejscu, w Warszawie, nie robi nic, żeby skutecznie walczyć o lepsze powietrze w mieście. W Warszawie 70% pyłów, które wdychamy pochodzi z ruchu kołowego. Ograniczenie liczby samochodów na ulicach jest najskuteczniejszym sposobem walki o lepsze powietrze w Warszawie. Tymczasem w Warszawie kończy się remont wielopasmowej ul. Prostej, która będzie kierować ruch do centrum.

Hanna Gronkiewicz-Waltz pomimo ośmiu lat spędzonych na czele stołecznego ratusza zdaje się nie zauważać potencjału, jaki drzemie w Warszawie i nas – jej mieszkankach i mieszkańcach. Zamiast wspierać działania lokalnych środowisk, tak by angażowały się politycznie w życie miasta, utrudnia je. Boi się ludzi, unika debat. Nie jest to cecha dobrego gospodarza. Hanna Gronkiewicz-Waltz tak naprawdę nie żyje w Warszawie. Ona w niej jedynie sprawuje urząd Prezydenta. Przecina wstęgi, podejmuje działania, które podpowiadają jej PR-owcy, ale dla przeciętnego obywatela czy obywatelki Warszawy jest niedostępna niczym Prezydent państwa.

Hanna Gronkiewicz-Waltz nie jest liderką miast – nie tylko w samym mieście, ale i na arenie międzynarodowej. Warszawa z doświadczeń innych miast korzysta w niewielkim stopniu i z opóźnieniem (jedyną inspiracją jest rower miejski podpatrzony w Paryżu). Gdyby było inaczej, metro nie musiałoby jeździć pod ziemią, nie byłoby wątpliwości, że trzeba rozwijać sieć tramwajową oraz zamiast dużych inwestycji wspierać lokalne miejsca kultury i aktywności społecznej. I to nie Euro 2012 byłoby głównym narzędziem promocji miasta.

Rozmiar, koszty czy wybór dotyczące podejmowanych w stolicy przedsięwzięć, wydają się zbyt często dyktowane czym innym niż troską o poprawę jakości życia warszawiaków i warszawianek czy funkcjonowania miasta. Jeśli Hanna Gronkiewicz-Waltz poważnie potraktowałaby wizję świata Barbera, powinna zrezygnować z kandydowania na III kadencję.
Trwa ładowanie komentarzy...