W Warszawie wciąż trzeba walczyć o miejsce dla pieszych. Przypadek Madalińskiego

Piesi w Warszawie nie mają lekko. Napotykają bariery architektoniczne, muszą chodzić na około, są spychani z chodników przez parkujące samochody – tak jest na ul. Madalińskiego na Mokotowie. To kolejny przykład, który pokazuje jak bardzo nam potrzeba Biura ds. Mobilności, które zadba o nasz komfort przemieszczania się po mieście.

Okres kampanii wyborczej to czas, gdy otrzymuję więcej niż zwykle wiadomości od mieszkańców i mieszkanek Warszawy. Bardzo to sobie cenię, bo mam okazję dowiedzieć się o problemach i wyzwaniach stojących przed naszym miastem z nieco innej i bardzo wartościowej perspektywy - ludzi, którzy żyjąc z dala od PR-owych inwestycji borykają się z absurdalnymi i nieuzasadnionymi nieraz przeszkodami w życiu codziennym. Jedną ze spraw, na jakie zwróciła moja uwagę mieszkanka Warszawy - Pani Bogna - jest sytuacja na ulicy Madalińskiego na odcinku pomiędzy Al. Niepodległości a ul. Wołoską na Mokotowie. Ciągle toczy się tam walka o miejsce dla pieszych


Po pierwsze, szeroka jezdnia sprzyja szybkiej jeździe samochodem. Madalińskiego to jednak z tych wielu w Warszawie lokalnych ulic, na których kierowcy lubią się rozpędzić, bo nic ich do tego nie zniechęca. Po drugie, chodnik wzdłuż ulicy Madalińskiego pomimo obowiązującego zakazu jest gęsto zastawiony przez parkujące samochody. Przestrzeń dla pieszych jest tam ograniczona do tego stopnia, że ludzie muszą czasami zamiast po chodniku chodzić po jezdni ryzykując zdrowie i życie. Pani Bogna, która zgłosiła mi sprawę, jest matką dwójki dzieci, i wychodząc z nimi na spacer, czy odprowadzając jedno z nich codziennie do żłobka, kiedy nie może przejść chodnikiem, zmuszona jest wyjść na jezdnię. Po jezdni muszą chodzić też inne osoby, które nie są w stanie przeciskać się między samochodami – osoby starsze oraz osoby na wózkach. Na tej ruchliwy ulicy spycha się pieszych pod koła pędzących samochodów.

Pani Bogna i jej partner zgłaszali problem nielegalnego parkowania niemal codziennie Straży Miejskiej, jednak, jak pisze, bardzo rzadko zdarza się, by na miejscu pojawił się patrol, a jeśli już podjęta zostaje interwencja, kierowcy następnego dnia znowu chodnik. Pisali również do Zarządu Dróg Miejskich, który odpowiadał na pytanie i prośby z kilkutygodniowym opóźnieniem, choć zgodnie z prawem ma na to maksymalnie 30 dni. Efekt korespondencji była deklaracja ustawienia palików na chodniku – jednak i to się nie stało. Mieszkańcy złożyli skargę na opieszałość stołecznych urzędników. Sprawa jest (od kwietnia) w toku.

Opisaną sytuację można by szybko poprawić, gdyby tylko po stronie władz miasta znalazła się gotowość do wypełniania swoich obowiązków. Receptą na taki stan rzeczy są azyle dla pieszych. O tym, że warszawskie władze o tym doskonale wiedzą, najlepiej świadczy fakt, że na tej samej ulicy - na odcinku pomiędzy Al. Niepodległości a Puławską - zastosowano właśnie takie rozwiązanie! Chociaż tam również pojawiły się ono na skutek wielu interwencji lokalnych mieszkanek i mieszkańców. Tak zwany azyl dla pieszych to nic innego, wysepka na środku jezdni (o zalecanej minimalnej szerokości 2,5 m), na przejściu dla pieszych, wyznaczająca teren, na którym piesi mogą się zatrzymać w trakcie przechodzenia przez ulicę. To powszechnie stosowane rozwiązanie powoduje, że kierowcy jeżdżą wolniej, rzadziej decydują się na wyprzedzanie (co poprawia bezpieczeństwo ruchu) a osoby z ograniczoną mobilnością mogą chwilkę odsapnąć w trakcie przechodzenia przez ulicę, bowiem - co ważne - azyle dla pieszych umożliwiają przekraczanie jezdni etapami. Jednocześnie obecność azylu sprawia, że pieszy musi obserwować tylko jeden kierunek z którego mogą nadjechać samochody na raz.


Innym aspektem opisanej sytuacji jest zachowanie kierowców ignorujących przepisy mówiące jednoznacznie, że piesi zawsze muszą mieć do dyspozycji przynajmniej 1,5 m chodnika do swojej dyspozycji. Na przesłanych przez wspomnianą Panią Bognę, zdjęciach widać, że ten wymóg nie jest w żadnym wypadku spełniony. W dodatku opieszałość Straży Miejskiej, która również jest przecież organem miasta, powoduje, że kierowcy mogą sobie pozwolić na najczęściej bezkarne łamanie przepisów i narażanie zdrowia i życia mieszkańców i mieszkanek Warszawy. To niestety po raz kolejny pokazuje, w jak dużym (i zwyczajnie krzywdzącym) stopniu niewydolne są warszawskie instytucje pod rządami Hanny Gronkiewicz-Walz. Straż Miejska, która podejmuje interwencje zbyt rzadko, lekceważąc zgłoszenia obywateli i obywatelek stolicy. Zarząd Dróg Miejskich, który nimi nie zarządza, ignorując swoje obowiązki do stopnia łamania prawa. Całkiem niedaleko, na roku ulicy Kazimierzowskiej i Wiktorskiej, w grudniu 2013 zginął nauczyciel szkoły podstawowej nr. 157 im. Adama Mickiewicza. Tam również lokalna mieszkanka pisała wielokrotnie do ZDMu. Bezskutecznie. Azyle na Kazimierzowskiej się pojawiają, ale nie dzięki interwencji ZDMu, na w ramach realizacji projektu „Spokojna Kazimierzowska”, który wygrał w budżecie partycypacyjnym.

Takich mieszkańców i mieszkanek Warszawy, jak Pani Bogna i jej rodzina, którzy muszą codziennie borykać się z absolutnie zbędnymi i nieuzasadnionymi przeszkodami jest bardzo dużo. Wynika to z braku odpowiednich rozwiązań, (które często są naprawdę proste i tanie w realizacji), lekceważenia mieszkańców i mieszkanek przez opieszałe instytucje, którymi Hanna Gronkiwicz-Walz nie potrafi sprawnie zarządzać, aby uwzględnić potrzeby wszystkich mieszkanek i mieszkańców, w tym pieszych.

System transportu publicznego w mieście powinien sprawiać, że nasze codzienne podróże z punktu A do B, od drzwi do drzwi, do pracy, szkoły, na uczelnie, po zakupy czy w innych celach przebiegają jak najszybciej i najwygodniej. Aby to było możliwe musimy myśleć kompleksowo o mobilności w mieście. W Warszawie wciąż jednak podróże piesze (w tym dojście do przystanków), jak i podróże rowerowe nie są traktowane jako integralny element systemu transportowego. W swoim programie dla Warszawy postuluję powołanie Biura ds. Mobilności, które zadba o całościowy komfort podróżowania po mieście. Będą mu podlegać działania będą obecnie w kompetencji Zarządu Dróg Miejskich, Zarządu Miejskich Inwestycji Drogowych, Zarządu Transportu Miejskiego oraz Tramwajów Warszawskich. Celem biura będzie integracja systemu transportowego, w tym dbanie o komfort najsłabszych czyli pieszych i osób poruszających się na rowerach. Biuro ds. Mobilności będzie współpracować z Naczelnym Architektem Miasta, aby jak najlepiej zaplanować przestrzeń publiczną, która przemierzają codziennie warszawiacy i warszawianki.

W moim programie wyborczym znajdują się również inne postulaty, które wprowadzone w życie zapobiegłyby takim sytuacjom. W kwestii uspokojenia ruchu od dawna powtarzam, że wzorem innych, rozwiniętych miast jak Berlin, Helsinki czy Londyn, należy dążyć do uspokojenia ruchu, poprzez m.in. strefowanie ulic, czyli zapobieganie temu, by miejskie ulice nie stawały się trasami szybkiego ruchu przez wprowadzenie w życie zasady "Tempo 30", czyli ograniczenia dozwolonej prędkości ruchu do 30 km/h (to naprawdę działa - świetnym przykładem jest choćby wspomniany Berlin), zwężanie, a nie poszerzanie ulic (to prowadzi do zmniejszenia korków - choć na początku może to brzmieć nielogicznie, to również działa. Opisuje to również prawo Prawo Lewisa-Mogridge’a). Bezpieczeństwo i komfort pieszych powinny być jednym z absolutnych priorytetów władz miasta. Dzieci chodzące do szkoły, ludzie starsi, czy w pełni sprawni ludzie w sile wieku powinni bez wyjątku mieć możliwość korzystania z chodników, przejść dla pieszych i innych rozwiązań w sposób, który nie naraża ich na śmierć lub utrate zdrowia! Należy również bezwzględnie pilnować przestrzegania obowiązujących przepisów. W tym momencie Straż Miejska tego nie robi.

Deklaruję, że zajmę się sprawą ulicy Madalińskiego. Już za tydzień wybory. Zdecydujcie 16 listopada czy chcecie, żeby to zrobiła z pozycji prezydentki albo radnej (Mokotów – to mój okręg wyborczy).
Trwa ładowanie komentarzy...