O autorze
Joanna Erbel - kandydatka na prezydentkę Warszawy z ramienia Partii Zieloni, aktywistka miejska. Socjolożka miasta, fotografka, publicystka. Współzałożycielka Stowarzyszenia Duopolis oraz Magazynu Miasta. Członkini Krytyki Politycznej oraz Kongresu Ruchów Miejskich. Kuratorka cyklu Nowe Sytuacje w ramach Malta Festival 2011. Organizatorka szeregu debat i spotkań na temat polityki miejskiej. Pracuje w barze Prasowym jako koordynatorka ds. wydarzeń kulturalnych i współpracy z lokalną wspólnotą. Członkini organizacji Rolnictwo Wspierane przez Społeczność. W mieście można ją spotkać zawsze z rowerem.

Zwierzę w domu? Jak się wabi?

Media pytają kandydatki i kandydatów o zwierzęta w domu, ale już znacznie mniej uwagi poświęcają temu, jakie zwierzęta mają życie w mieście i czy dla nich oraz ich właścicielek i właścicieli startujący mają jakieś propozycje. Mój kot ma na imię Filip, a w moim programie znajdziecie wizję miasta, w której mieszczą się nie tylko ludzie, infrastruktura, budynki czy instytucje, ale również zwierzęta.

Ostatnie dwa tygodnie przed wyborami to czas, kiedy prawie wszystkie media przesyłają zmasowane ankiety. Pytają o najważniejsze problemy lokalnej społeczności, o przyszłe inwestycje, albo przesyłają tak obszerny formularz, że wypełnia się go prawie trzy dni. W tym natłoku poważnych pytań bywają urozmaicenia. TVN Warszawa wysłał dodatkowo blok Kandydat(ka) po godzinach. Poza pytaniami: „Śniadanie w domu, czy na mieście?” (W domu). „Samochód, rower, czy komunikacja miejska?” (rower). “Ostatnio w teatrze byłam na (Pożarze w Burdelu)”? Jest również pytanie: "Zwierzę w domu? Jak się wabi?" (Kot Filip).

Kandydat(ka) po godzinach to blok rozrywkowy. Ale załóżmy, że ma być również źródłem wiedzy dla wyborców i wyborczyń i jedną z wskazówek na kogo głosować, aby 16 listopada wybrać jak najlepiej. Pytanie o zwierzęta nie jest bez znaczenia. W końcu żyjemy w kraju, w którym niemal w co czwartym gospodarstwie domowym jest pies lub kot. Warto pamiętać o ich właścicielach oraz o innych zwierzętach. Mój kot Filip ma dom, ale nie ma go wiele wolnobytujących kotów. Duża część z nich jest pod opieką osób, które mieszkają w sąsiedztwie i z własnych środków samodzielnie je dokarmiają i zapewniają profesjonalną opiekę weterynaryjną. Ta grupa osób powinna otrzymywać wsparcie od miasta, w związku z realizacją zadań wpisanych kompetencyjnie w zadania samorządu.

Warszawa potrzebuje spójnej polityki wobec bezdomnych kotów: poczynając od kastrowania i sterylizacji, promowania adopcji aż do wprowadzenia szeroko pojętej edukacji na temat roli zwierząt w rozwoju empatii u ludzi, a co za tym idzie, ich wrażliwości. Poza tym, dzięki drobnym udogodnieniom przy wykorzystaniu dostępnych środków finansowych wpisanych w zadania administracji publicznej, a związanych z rozwijaniem społeczeństwa obywatelskiego, można by zdecydowanie poprawić warunki funkcjonowania kotów w mieście. Władze miasta powinny rozwijać współpracę z organizacjami pozarządowymi i innymi podmiotami zainteresowanymi stworzeniem przyjaznej i odpowiedzialnej polityki wobec zwierząt w zakresie zarządzania schroniskami i azylami dla bezdomnych zwierząt.

O ile polityka wobec kotów w mieście to seria zaniechań, to polityka wobec psów coraz częściej sprowadza się do serii zakazów, jak w przypadku zakazu wejścia psów do Ogrodu Krasińskich. Jeśli ratusz postanawia odpowiedzieć na domniemane potrzeby psiar i psiarzy pojawiają się absurdy. Jednym z nich była propozycja wybudowania wybiegu dla psów na Polu Mokotowskim, któremu miał towarzyszyć parking na sto miejsc. Parking miałby być zachętą do odwiedzania parku przez właścicieli, którzy mieliby przyjeżdżać na spacery z czworonogami samochodami. To pokazuje, jakie podejście ma Hanna Gronkiewicz-Waltz do zwierząt w mieście oraz ich właścicieli i właścicielek. Wygodny spacer to nie doświadczenie codzienne, ale odświętne. Zielony teren dla psów nie blisko domu, ale na drugim końcu miasta. Zwierzęta nie w komunikacji publicznej, ale koniecznie w samochodzie.

Tymczasem zwierzęta są i będą obecne w mieście. Warszawa nigdy nie będzie prawdziwie nowoczesnym miastem, jeśli zwierzęta w nim żyjące będą traktowane jako niepotrzebne elementy, które w najlepszym wypadku są po prostu ignorowane lub przeganiane jako intruzi. Jeśli chcemy być miastem nowoczesnym, empatycznym i chcemy stworzyć nowoczesne społeczeństwo, to musimy zacząć zauważać i troszczyć się także o żyjące dookoła nas.

Zwierzęta w mieście to nie tylko koty i psy, ale też konie, które pracują jako zwierzęta pociągowe na Starym Mieście czy pszczoły, które wzbogacają warszawski ekosystem. Dzięki nim możliwa jest produkcja miodu, który często jest lepszej jakości niż miód z pasiek z terenów wiejskich. Obecność pszczół w miejskich pasiekach może mieć również charakter edukacyjny, poznając podczas lekcji przyrody tak ważny element ekosystemu, jakim są pszczoły i dzikie zapylacze. Pszczoły i dzikie zapylacze to również niezbędny element ekosystemu. Bez nich wiele roślin nie będzie kwitło. Miasto to złożony ekosystem. W moim programie jest miejsce dla zwierząt, ptaków i owadów.

Wśród nowoczesnych społeczeństw we współczesnym świecie o poziomie rozwoju cywilizacyjnego decydują już nie tylko sieci autostrad czy inne imponujące przedsięwzięcia infrastrukturalne ale stosunek do słabszych, wykluczonych czy zwierząt właśnie. Troska o stan środowiska naturalnego to nie wymysł aktywistów, lecz wyzwanie, które stoi przed nami wszystkimi, którym zależy na lepszych warunkach życia obywatelek i obywateli.

Tylko oderwani od codziennych problemów miasta i jego mieszkanek i mieszkańców członkowie i członkinie elity mogą sobie pozwolić, by nie dostrzegać zagrożeń, które na nas czekają. Mam nadzieję, że po wyborach samorządowych, jako nowa prezydentka Warszawy, wspólnie z Zielonymi radnymi będę miała okazję rozwiązać te problemy i uczynić stolicę miastem bardziej przyjaznym dla wszystkich.
Trwa ładowanie komentarzy...